Chwilowa zawieszka kilku elementów elektrycznych
: pn paź 19, 2015 15:58
Hej jakby co to mój pierwszy post na forum:)
Rozchodzi się o to, że: dwa dni temu, wieczorem normalnie jadąc, zatrzymałem się na chwilę pod sklepem, przytuliłem do krawężnika, wyłączyłem silnik, kluczyki w stacyjce i włączyłem światła awaryjne. Wybiegłem, nie zamykałem auta bo miałem pasażerów w środku - czyli wszystko w normie.
Po 3 minutach wróciłem, usiadłem za kierownicą i nie pamiętam czy go już odpaliłem czy jeszcze nie, a tu lampki od kierunkowskazów (awaryjnych) na desce (liczniku) stoją, tzn świecą się zamiast mrygać. Wyłączyłem awaryjne, a to dalej świeci. Z zewnątrz kierunkowskazy przestały już mrygać. Odpalam silnik - strzałeczki dalej świecą aż mi nagle przestaje działać całkowicie podświetlenie całej konsoli, czyli niebieskiego koloru ani widu ani słychu, prawie jak ta funkcja w Saab-ach tyle, że prędkościomierz też się nie świeci. Co dziwniejsze po włączeniu zapłonu i odpaleniu, zaczął kręcić się wentylator chłodnicy. Spanikowany, ruszyłem (z zewnątrz wszystkie światła i kierunkowskazy działały), pod dom i tam siedziałem ok pół godziny w aucie i rozmawiałem ze znajomymi. Po jakimś dłuższym czasie, bezczynności, jest takie piknięcie, zabezpieczające chyba przed tym, że jak się zostawi światło zapalone na stałe w środku, to vw sam wszystko wyłącza. Po tym piknięciu, światełka od kierunkowskazów na desce, zniknęły, a ja normalnie odpaliłem auto, wszystko działało, świeciło się itd, jakby nic się nie stało:)
Podsumowując:
Nagle "zacięły się" świecące strzałeczki od kierunkowskazów, zniknęło całkowicie podświetlenie całego kokpitu na niebiesko, przy włączonym zapłonie i silniku, kręcił się wentylator chłodnicy, kilka razy (nie pod rząd) odpalałem go i kręcił rozrusznikiem jakby ciężej, tzn dłużej niż zwykle.
Trwało to dokładnie do momentu, aż po xxx minutach bezczynności cyknie mi coś pod deską, po czym wszystko wróciło do normy.
Dodam, że od auto mam od nowości i nikt nigdy w nim nic nie dłubał, tym bardziej w elektryce, a i nigdy wcześniej czegoś takiego nie doznałem:)
Jeszcze jedno - dwa dni wcześniej przepaliła mi się żarówka od prawego stopu, o czym jestem informowany na desce rozdzielczej ale to chyba nie miało wpływu na nic:)
Czy ktoś miał podobne przygody z Touranem?
Przypominam że jestem Caddy-m:)
Rozchodzi się o to, że: dwa dni temu, wieczorem normalnie jadąc, zatrzymałem się na chwilę pod sklepem, przytuliłem do krawężnika, wyłączyłem silnik, kluczyki w stacyjce i włączyłem światła awaryjne. Wybiegłem, nie zamykałem auta bo miałem pasażerów w środku - czyli wszystko w normie.
Po 3 minutach wróciłem, usiadłem za kierownicą i nie pamiętam czy go już odpaliłem czy jeszcze nie, a tu lampki od kierunkowskazów (awaryjnych) na desce (liczniku) stoją, tzn świecą się zamiast mrygać. Wyłączyłem awaryjne, a to dalej świeci. Z zewnątrz kierunkowskazy przestały już mrygać. Odpalam silnik - strzałeczki dalej świecą aż mi nagle przestaje działać całkowicie podświetlenie całej konsoli, czyli niebieskiego koloru ani widu ani słychu, prawie jak ta funkcja w Saab-ach tyle, że prędkościomierz też się nie świeci. Co dziwniejsze po włączeniu zapłonu i odpaleniu, zaczął kręcić się wentylator chłodnicy. Spanikowany, ruszyłem (z zewnątrz wszystkie światła i kierunkowskazy działały), pod dom i tam siedziałem ok pół godziny w aucie i rozmawiałem ze znajomymi. Po jakimś dłuższym czasie, bezczynności, jest takie piknięcie, zabezpieczające chyba przed tym, że jak się zostawi światło zapalone na stałe w środku, to vw sam wszystko wyłącza. Po tym piknięciu, światełka od kierunkowskazów na desce, zniknęły, a ja normalnie odpaliłem auto, wszystko działało, świeciło się itd, jakby nic się nie stało:)
Podsumowując:
Nagle "zacięły się" świecące strzałeczki od kierunkowskazów, zniknęło całkowicie podświetlenie całego kokpitu na niebiesko, przy włączonym zapłonie i silniku, kręcił się wentylator chłodnicy, kilka razy (nie pod rząd) odpalałem go i kręcił rozrusznikiem jakby ciężej, tzn dłużej niż zwykle.
Trwało to dokładnie do momentu, aż po xxx minutach bezczynności cyknie mi coś pod deską, po czym wszystko wróciło do normy.
Dodam, że od auto mam od nowości i nikt nigdy w nim nic nie dłubał, tym bardziej w elektryce, a i nigdy wcześniej czegoś takiego nie doznałem:)
Jeszcze jedno - dwa dni wcześniej przepaliła mi się żarówka od prawego stopu, o czym jestem informowany na desce rozdzielczej ale to chyba nie miało wpływu na nic:)
Czy ktoś miał podobne przygody z Touranem?
Przypominam że jestem Caddy-m:)