Warszawa to hardkor wprawdzie Okęcie robię w okresie wakacyjnym kilka razy ale nocne jazdy po klubach nie są miłym wydarzeniem. Przede wszystkim ze wzg. na nawalone towarzycho jesteś pod lupą... Leżałem już na masce

o rutynowych kontrolach nie wspomnę. Ale miałem gościa który zażyczył sobie kurs do "grand cośtam" klub w W-wie bo przypomniał sobie że zakochał się w kelnerce, więc zanim się ożeni to spróbuje chlebusia z innego pieca. Oczywiście nic z tego bo kelnerki nie znalazł ( zakochał się kilka lat wcześniej) ale i tak urządzili taki bal że połowa skończyła na izbie i oprócz odwózki pozostałej chałastry musiał kolega wracać na drugi dzień po wytrzeźwiałków ( akurat byliśmy na dwa auta).
I tu mega ważna sprawa- takich zupełnie obcych ludzi nie wożę - znam choćby z widzenia lub choćby część towarzystwa i zawsze 1 punkt programu to "Żadnych Prochów Ani Ziół"
Pawia jeszcze w aucie nie miałem ale bałagan, rozlane trunki, zmielone chipsy, ketchup na tapicerce - ech mam pokrowce!
Za obiad, dziękuję i ON też mi się zdarzało - wszystko zależy gdzie i z kim (pieniądze choć bardzo ich potrzebuję - nie są one dla mnie najważniejsze, już wiem kiedy odpuścić) - rodzina i najbliżsi przyjaciele maja inną taryfę....
Najlepiej wozić towarzystwo do agencji.... wychodzi pan zaprasza kierowcę na kawkę - dostajesz też od każdego klienta dolę - jak jakiś stręczyciel.... No ale wtedy nocka wychodzi grubo....