Wytrychem, dziabągiem, łamakiem. Tak się kradnie auta.

Ciężkie problemy ze stolcem tak to tutaj
Awatar użytkownika
cheles
Władca postów
Posty: 5009
Rejestracja: pn cze 06, 2011 17:52
Auto:: Conceptline, 1.6 z 2009
Imię:: Leszek
Lokalizacja: WAWA - MAZ
Podziękował: 33 razy
Otrzymał podziękowań: 129 razy

Wytrychem, dziabągiem, łamakiem. Tak się kradnie auta.

Post autor: cheles »

Wiem, że temat był szeroko omawiany (oprócz oczywiście naszych patentów na zabiezpieczenie auta) ale uważam, że wiedza jest bezcenna i może komuś się przydać bo właśnie na jakąś metodę trafi i zapali mu się czerwone światełko by wyjąć kluczyk ze stacyjki. Oczywiście nie wiem na ile autor artykuły podkoloryzował tekst, to zostawiam do Waszej oceny.
Artykuł pochodzi z serwisu gazeta.pl


90 proc. samochodów jest rozbierane na części, które trafiają potem do warsztatów i na giełdy. Reszta jest legalizowana "na dubla" albo "na wraka". Złodziej ma z jednego auta 8-10 tys. zł. Straty? Same skradzione pojazdy są warte ponad pół miliarda.

Dwa samochody i on: człowiek, który otworzy je bez kluczyka. Ile mu to zajmie? Najpierw opel astra II. Włączam stoper. - Na początek ją zwytrychuję - zapowiada pan Robert, wyciągając jakby dłutko i pęsetę. Pęsetę przykłada do dziurki w zamku i nieco przekręca ("muszę go lekko napiąć"). Zaś dłutkiem dłubie w środku ("muszę podnieść piny, czyli zapadki"). Jeszcze chwila i Stop! Drzwi otwarte. 37 sekund.

Jestem rozczarowany. Myślałem, że moja astra będzie się opierała dłużej - a pan Robert zdobył ją z marszu. - Teraz jeszcze prostszy sposób - oznajmia. Z torby wyciąga przyssawkę do szyb, woreczek z pompką i drut. Przyssawką odciąga ramę drzwi od nadwozia. W szczelinę wpycha woreczek i pompuje go. Powiększa otwór i wsuwa drut z pętelką na końcu. - To dziabąg, czyli samoróbka z przewodu hamulcowego - wyjaśnia, celując pętelką w kołeczek blokady drzwi.
Pętelka się zaciska, kołeczek wysuwa, wóz otwarty w 26 sekund? Czasem dłużej szukam kluczyków!

- Proszę się nie martwić - pociesza pan Robert, który na co dzień pracuje w firmie awaryjnie otwierającej drzwi do mieszkań i samochodów. - Nawet mercedesa otworzę drutem.

Niewiarygodne: mamy XXI wiek i skomputeryzowane auta, które można otworzyć drutem.

To samo, co ze starą astrą, pan Robert robi z nową hondą i pokazuje komplety wytrychów: Ford, Jaguar, Mercedes, VW, Volvo, itp. Czy jest model nie do otwarcia? - Citroën C5. Nikt w Warszawie nie ma do niego wytrychu.
(ode mnie: to pewnie reklama).

Odporny na złodziei? - Skąd. My nie uszkadzamy zamków, a oni tak - dlatego od wytrychów wolą łamaki. To klucz z bardzo twardej stali. W Niemczech zwany "polskim kluczem". Wbijają go, przekręcają siłą i już. Łamanie zamka niszczy część pinów, ale jest szybkie.

Zanim odjedzie, złodziej musi jeszcze pokonać immobiliser, stacyjkę i czasem alarm. Czasem, bo dużo aut alarmu nie ma. Albo mają najprostszy, fabryczny, który można wyłączyć przekręcając zamek w drzwiach. Także łamakiem.

Sporo właścicieli nie wie, że ich wóz ma alarm (by to sprawdzić, wystarczy wejść do środka, zamknąć drzwi pilotem, odczekać i otworzyć je klamką), albo nie rozróżnia jego dźwięku. Więc nie reagują. Jeśli alarm ma czujnik uderzeniowy (nie polecamy), złodziej kopie w koło kilka razy, by znieczulić właściciela auta: gdy ten widzi, że wszystko OK, po prostu wyłącza alarm.

(ode mnie): fakt, wczoraj na ulicy ponad 2 godziny wył alarm od 00.00 d0 2.00, pewnie złodzieje czekali, aż właściciel wyjdzie z kluczykami a tu zonk przeczekał ich :)

Większość zabezpieczeń montowana jest podobnie. Czyli? Złodzieje odgadują to po ramce tablicy rejestracyjnej z nazwą salonu. Gdy auto zaczyna wyć, podnoszą maskę i albo przecinają przewody od syreny, albo uciszają ją pianką montażową.

(ode mnie): warto zmienić ramki na klubowe :)

I teraz najważniejsze: silnik. By odpalił, musi mieć zgodę immobilisera, czyli modułu, który kontaktuje się z kluczykiem, a ściślej - z czipem schowanym w jego główce (transponderem). Jeśli immobiliser rozpozna kluczyk, informuje o tym sterownik (ECU), który pozwala uruchomić silnik. Złodziej, nawet jeśli ma wytrych, to bez transpondera. Co więc robi? Podpina swój sterownik, który pozwala uruchomić silnik bez pytania o zdanie immobilisera.

W praktyce kradzież auta wygląda tak: złodziej wyłamuje zamek, uchyla drzwi i jeśli auto zaczyna wyć, podnosi na chwilę maskę i rozprawia się z syreną. A jeśli nie, od razu podpina swój ECU (pod deską rozdzielczą lub maską), wyłamuje stacyjkę i blokadę kierownicy, włącza silnik i odjeżdża.

- Sprawnym złodziejom wystarczy na to 40 sekund - mówi st. asp. Mariusz Mrozek, rzecznik prasowy komendanta stołecznego policji. - Specjalizują się w konkretnych markach, a nawet modelach, które poznają na wylot.

Co dalej? Jadą do kryjówki zwanej dziuplą. Czasem, by upewnić się, że auto "jest czyste" (nie ma modułu GPS i nie jest namierzane), zostawiają je na 1-3 dni, np. na osiedlowym parkingu.

- Kiedyś szajki samochodowe liczyły po kilkanaście osób. Teraz po kilka. Ale wciąż dzielą się rolami: np. złodziej tylko otwiera auto, a do dziupli doprowadza je tzw. odbierak. Kto inny je przechowuje, kto inny rozbiera i sprzedaje - mówi Mariusz Mrozek.

Często przed dalszą drogą odbierak zmienia tablice rejestracyjne albo je modyfikuje (np. taśmą izolacyjną przerabia "I" na "T"). W dziuplach ponad 90 proc. aut rozbiera się na części, które trafiają na giełdy lub do warsztatów. Pozostałe są legalizowane. Zwykle na "na wraka" albo "na dubla". W pierwszym przypadku auto zyskuje tożsamość np. spalonego wraka, którego złodzieje kupują tylko dla dokumentów. W drugim - innego, legalnie zarejestrowanego auta - wtedy po Polsce jeżdżą dwa bliźniacze egzemplarze, choć w ewidencji figuruje jeden. W obu przypadkach przestępcy przerabiają numery nadwozia - ślady manipulacji wskazują, że auto było skradzione.

Im lepiej znamy sposoby złodziei, tym łatwiej nam uniknąć kradzieży.

Nie tak dawno Polska była złodziejskim eldorado - w 2004 r. skradziono tu ponad 51 tys. aut, a wykrywalność wynosiła żałosne 10 proc. Od tego czasu liczba kradzieży spadła trzykrotnie, zaś wykrywalność wzrosła dwukrotnie. Poprawę policja tłumaczy zmianą metod: zamiast złodziejskich płotek, zaczęła łapać całe gangi i wsadzać je za kratki nie na miesiące, lecz na lata. Do tego bazy danych, monitoring, samochody pułapki. W internecie znajdziemy film nakręcony ukrytą kamerą w kabinie skradzionego vana: kierowca wsiada, żegna się i jedzie wprost do dziupli. Nie wie, że na pace ma grupę antyterrorystów...

Kradzione części w twoim aucie

Policja nie wspomina o jednym: skutkach unijnej akcesji. Masowy napływ używanych aut po 2004 r. osłabił popyt na kradzione i otworzył przed naszymi złodziejami zachodnie rynki, pełne zadbanych i lepiej wyposażonych pojazdów. Efekt? W miarę jak u nas statystyki się poprawiały, w Niemczech pogarszały. Zwłaszcza w rejonach przygranicznych. Dwa lata temu gazeta "Kölner Stadt-Anzeiger" pisała: "Kradną tam wszystko - samochody, maszyny, a nawet karpie ze stawu". Inna o właścicielu firmy budowlanej, który po 16. kradzieży sprzętu ogrodził magazyny drutem kolczastym jak w bazach NATO.

(ode mnie): może wykorzystam ten patent w garażu :)

W tym roku prawdziwość stereotypu o polskich złodziejach aut zweryfikował tygodnik "Auto Bild". Kupił volkswagena caddy - małego ośmioletniego vana. Naszpikował go nadajnikami i zaparkował w przygranicznym Görlitz. Wóz zniknął po 10 dniach. Ale rychło pojawił się na ekranach GPS. Był w Polsce, i to w kilku miejscach naraz, bo został błyskawicznie rozłożony na części. Kilka z nich Niemcy odnaleźli u zaskoczonego mieszkańca Lublina, który naprawiał nimi swego volkswagena.

Ta historia potwierdza tezę, że polscy złodzieje zamiast luksusowych aut na zamówienie (tu pałeczkę przejęli Litwini), kradną w Niemczech popularne modele w tym samym celu co w Polsce: dla części. By to ograniczyć, niemiecka policja zacieśniła współpracę z naszą, czego owocem są efektowne transgraniczne pościgi, czasem z udziałem śmigłowca. - Efekty bywają spektakularne - mówi rzecznik policji Mariusz Sokołowski. - Np. wóz skradziony w nocy w Niemczech odzyskaliśmy w Polsce nad ranem, nim jego właściciel zdążył wstać z łóżka.

(ode mnie): raz się udało i się chwalą :)

Piotrek z Podkowy Leśnej nie miał tyle szczęścia. Gdy wstał, stwierdził kradzież swojej mazdy 3: - Miała rok i garaż - wspomina. - Tylko tę noc stała na ulicy. Tuż pod oknem. Mimo to nic nie słyszałem. Nie było śmigłowca, pościgu ani dobrych wieści: policja umorzyła śledztwo. Pech Piotrka potwierdza specyfikę Warszawy. - Gdy w całej Polsce giną głównie niemieckie auta, to tu japońskie - w dziesiątce najczęściej kradzionych modeli jest ich aż dziewięć. To przez drogie części - wyjaśnia Mariusz Mrozek.

Kto traci, kto zarabia?

W zeszłym roku w Polsce ukradziono 15 465 aut, z czego najwięcej - bo 2642 - w Warszawie i okolicach. Okazuje się, że całej w Polsce ginie mniej rowerów niż aut! Mnożąc to przez ich średnią wartość, czyli ok. 40 tys. zł, otrzymujemy prawie 620 mln zł. A gdzie koszty dochodzenia, absencji w pracy i odszkodowań? Tracą też autoryzowane serwisy i producenci części: te z legalnych źródeł konkurują z dużo tańszymi kradzionymi.

Sprzyja temu prawo: ubezpieczyciele wypłacają odszkodowania "do ręki", a właściciel chce naprawić auto jak najtaniej. Nikt nie wymaga, by kupował części z legalnych źródeł i miał na nie faktury. Problem prędko nie zniknie, zwłaszcza że kryzys opóźnia wymianę starych samochodów na nowe i skłania do oszczędzania na naprawach.

Korzystają na tym złodzieje, mający z jednego auta nawet 8-10 tys. zł. Najbardziej aktywni kradną po dwa w tygodniu, co potęguje ich zyski, ale też zwiększa ryzyko wpadki. Np. Igor Ławrynowicz, pseudonim "Patyk", nim został złapany, zdołał ukraść kilkaset aut (bo, jak twierdzi, opłacał policjantów, którzy ostrzegali go o obławach). Jednak największe tradycje ma tu bezapelacyjnie Wołomin, skąd pochodzą "Pacur", "Sprytny", "Zając", "Cycki", "Wiśnia", "Tomala" "Waler" czy "Witan", który zginął w skradzionym aucie podczas policyjnego pościgu.

Nasi "spece" potrafią zadziwić niemiecką policję. W miasteczku Hoppegarten w biały dzień ukradli trzy vany należące do zakładu pogrzebowego. W środku było 12 ciał, które miały trafić do krematorium w Miśni. Po kilku tygodniach auta odnalazły się w Polsce.

Jeśli złodzieje upatrzą sobie auto, trudno ich powstrzymać. Parę lat temu do redakcji "Auto Motor i Sport" we Wrocławiu trafił na testy z Berlina nowy bentley continental GT za ćwierć miliona euro. Po kilku dniach auto zniknęło ze strzeżonego podziemnego parkingu z osobnymi, zamykanymi garażami.

Opory moralne? Brak. Złodzieje aut w swoim mniemaniu nie krzywdzą ludzi. Kradną coś, "co na pewno jest ubezpieczone, więc jeśli ktoś straci wóz, to kupi sobie drugi". Po prostu.

Złodziejskie patenty

Czasem to okazja czyni złodzieja. W Warce kobieta znalazła kluczyki, które wypadły właścicielowi z kieszeni. Powiesiła je na płocie, gdzie z kolei wpadły w oko dwóm młodym mężczyznom. Ci szybko "dopasowali" je do stojącego nieopodal fiata punto. Wsiedli, odjechali i jeszcze tego samego dnia zaczęli rozbierać go na części.
(ode mnie): a jak ja znalazłem kluczyki to wywiesiłem ogłoszenia, efekt nikt się nie zgłosił :)

Gdy codziennie giną średnio 42 auta, dochodzi do sytuacji niecodziennych. Mieszkaniec Wołomina znalazł w pobliskim w lesie świeżo skradziony samochód. Więc ukradł go złodziejom. A ściślej: wymontował z niego co bardziej atrakcyjne części, czym wydłużył ławę oskarżonych o kradzież i paserstwo.

Prawie tyle samo szczęścia co śpiący Niemiec miał mieszkaniec Bemowa. Nim odkrył, że stracił auto, dostrzegł je na ulicy. Traf chciał, że właśnie wtedy w skradzionym fordzie transicie skończyło się paliwo. Przechodnie, w tym właściciel, pomogli zepchnąć wóz na pobocze. Złodziej został złapany, transit odzyskany.

Zamiast męczyć się z zamkami i immobiliserem, niektórzy idą na skróty. Choćby za cenę konfrontacji z ofiarą. Metod jest wiele, a cel jeden: wywabić kierowcę z auta, wsiąść i odjechać.

Temu służą zgrane numery "na stłuczkę", "kolec", "palec", "koło" czy na "zepsutą bramę". Najnowsze to "na butelkę" i "na piłkę". W pierwszym między tylne koło i błotnik wciska się plastikową butelkę wody gazowanej. Samochód rusza, butelka pęka, kierowca słyszy huk, więc staje i wychodzi.

(ode mnie): na butelkę już dawno słyszałem szczególnie pod hipermarketami więc to nie nowość.

W drugim złodzieje ustawiają się blisko progu zwalniającego. W chwili, gdy upatrzone auto przetacza się po nim, jeden ciska w nie piłką tenisową - dość twardą, by wywołać huk, ale nie na tyle, by zbić szybę. I ucieka. Auto kradnie jego kompan, który - udając przechodnia - czeka, aż zaskoczony kierowca wyjdzie sprawdzić, co się stało.

Gdy złodzieje aut mają na usługach kieszonkowca, sprawa jest jeszcze prostsza: on wynosi kluczyki z kawiarni lub sklepu, oni lokalizują łup pilotem.

- Niestety, wielu kierowców ułatwia złodziejom zadanie. Np. trzyma dokumenty w schowku lub w blendzie przeciwsłonecznej - mówi st. asp. Mrozek. - To częste, gdy z jednego auta korzysta kilka osób w rodzinie.

Podwójny błąd . Jeśli ubezpieczyciel stwierdzi brak dokumentów lub choćby jednego kluczyka, może nie wypłacić odszkodowania. We wszystkich ogólnych warunkach autocasco jest formułka ostrzegająca o skutkach "braku należytej staranności w zabezpieczeniu przez posiadacza kompletu kluczyków, dokumentów czy samego pojazdu". Dlatego lepiej nie zostawiać kluczyków i dokumentów ani w aucie, ani w żadnym ogólnodostępnym miejscu.

Autoamputacje

Ode mnie: pomysłowość ludzka nie zna granic.

Łatwość upłynnienia kradzionych części przez internet i wysokie ceny nowych zachęcają złodziei do karkołomnych czynów. Np. demontażu całych podzespołów z aut stojących na ulicy.

Gdy pani Anna z Rzeszowa wsiadła nad ranem do swojego volkswagena, nie spostrzegła nic podejrzanego. Aż do momentu, gdy przekręciła kluczyk. Łomot dochodzący spod auta i nierówna praca silnika były - jak się okazało - efektem kradzieży katalizatora.

Złodzieje wycinają katalizatory i filtry PDF diamentowym łańcuchem. Najchętniej z wysokoprężnych SUV-ów i dostawczaków (łatwiejszy dostęp, większy silnik, a więc wyższa zawartość platyny i rodu - cennych metali szlachetnych). Za niektóre katalizatory (m.in. do Audi, Citroëna/Peugeota, Chryslera, Mazdy, Mercedesa) skupy złomu płacą ponad tysiąc złotych.

Trudniej jest niepostrzeżenie wymontować z auta turbosprężarkę lub intercooler. Łakomym kąskiem są też reflektory LED i ksenonowe, wyciągane m.in. z drogich SUV-ów i aut sportowych. Czasem w brutalny sposób. W zeszłym roku do komendy na warszawskim Gocławiu zgłosił się właściciel bmw X6, w którym złodziej wyciął błotniki do połowy, by ułatwić sobie dostęp do czterech śrub mocowania reflektorów. Pozostaje zagadką, jak udało mu się przy tym nie zbudzić połowy dzielnicy.

- Auta i ich części będą kradzione tak długo, jak długo będą na nie klienci - mówi Mariusz Mrozek.

Bohaterstwo niewskazane

Co robić, gdy w naszym aucie siedzi złodziej? - Zadzwonić na 997 lub 112. Nie zagradzać mu drogi, nie rzucać się na maskę - przestrzega Mariusz Mrozek. - Niektórzy są gotowi na wszystko.

Przekonała się o tym mieszkanka Żoliborza, ofiara kradzieży "na butelkę". Próbowała odzyskać swą fabię, kładąc się na masce i chwytając wycieraczek. Jednak przestępca tylko dodał gazu. Upadek przypłaciła licznymi potłuczeniami i złamaniem kości biodrowej. Tyle że zdołała się przyjrzeć sprawcy. A że miała fotograficzną pamięć i była studentką ASP - sama narysowała jego portret. Nim skończyła, policjanci rozpoznali w nim Mariusza W. pseudonim "Wacek".

Kobiety są najczęstszymi ofiarami kradzieży aut. Zwykle w korku lub na światłach. - Był huk i sypiące się szkło. Wszędzie - nawet w ubraniu i włosach - wspomina pani Jadwiga z Sosnowca. Dopiero po chwili zobaczyła brak torebki na siedzeniu pasażera i trzech uciekających nastolatków.

- Dobrze, że miałam okulary, bo mogłam stracić oko - wspomina Beata z Warszawy, której na światłach skradziono laptopa. Obie kobiety miały skaleczenia na skórze od odłamków szyb - złodzieje rozbijają je śrubą, punktakiem, wiertłem widłowym lub kawałkiem porcelany.

Przy okazji pani Beata dowiedziała się od ubezpieczyciela, że "odszkodowanie za laptopa, owszem, przysługuje, ale gdy skradziono go nie z kabiny, lecz z bagażnika, bo tylko tam powinien być przewożony".
(ode mnie) jaki z tego wniosek - czytać OWU :)

Policja filmuje parkingi

Samochód - najcenniejszy przedmiot codziennego użytku - skłania do przestępstw nie tylko złodziei. - Część kradzieży jest sfingowana. Może nawet co piąta - przypuszcza Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.

Fikcyjne kradzieże zgłaszają kierowcy, którzy uciekli z miejsca wypadku lub nie zatrzymali się do kontroli. Ale przede wszystkim ci, którzy chcą na tym zarobić. Jak? Właściciel ubezpiecza auto od kradzieży (można to zrobić już za 150 zł), oferuje je handlarzom i inkasuje odszkodowanie. A przynajmniej próbuje. - Proceder się nasila, bo auta coraz trudniej dobrze sprzedać - mówi Krzysztof Hajdas.

By zdemaskować oszustów, policja przegląda zapisy z monitoringu. Ale nie tylko. Stosuje też metody znane z Google Maps. Jeśli zobaczycie bardzo wolno jadący radiowóz, to najpewniej dlatego, że - Funkcjonariusze samochodówki filmują wieczorami m.in. osiedlowe parkingi. To pozwala ustalić, czy rzeczywiście auto stało tam, gdzie ponoć zostawił je właściciel - zdradza przedstawiciel KGP.
"baci" znaczy pozdrawiam.
Obrazek
VW Touran by chelesline
ODPOWIEDZ