Razu pewnego, gdzieś w połowie czerwca pedał sprzęgła działał coraz płyciej i płyciej... W końcu naprawdę kiepsko dawało się przerzucać biegi. Na szczęście mechanik niedaleko, to podjechałem. Posprawdzał, odpowietrzył i tyle z tego. nic z zewnątrz nie było widać. Może ten typ tak ma???
Pojeździłem miesiąc - to samo. Tylko okoliczności znacznie mniej sprzyjające. Ledwo udało mi się dopchać na parking, na szczęście udało mi się wysprzęglić do biegu jałowego. Najbliższy mechanik stwierdził ubytek płynu. Uzupełnił, odpowietrzył, kazałem już tak zostawić; obserwowałem, czy są wycieki... Kolejny okres pojeździłem tak 2 tygodnie. I znów. Pedał coraz bardziej w podłodze, nie da się zmieniać biegów. No, już teraz to zostawiam na poważną robotę.
Pewnie pomyślicie, na co czekałem. No po prostu taką mam pracę i życie po pracy, że samochód stale do czegoś potrzebny, wolnego też nie za bardzo mam kiedy wziąć, żeby odstawić auto do mechesa...
Dzisiejsza diagnoza brzmi: padnięty wysprzęglik główny. Mechanik radzi przy okazji wymienić również dwumasę i sprzęgło... Raczej mu ufam, bo auta oddaję tam od lat. Ale chciałem się Was zapytać, czy mieliście podobne doświadczenia z awarią tego podzespołu?