pechowy tydzień czyli jak pozbyć się góry kasy w trzy dni...
: czw wrz 12, 2013 19:25
tydzień który właśnie dobiega końca trudno będzie mi uznać za udany choć w pamięci pozostanie pewnie na długo. Początkowo zapowiadał się nieźle ale tylko do dziesiątego - ot dzień wypłaty- wprawdzie nie liczyłem na kokosy ale żenująco niski poziom wpływu na konto poważnie podniósł mi ciśnienie i sklonił do gorączkowego liczenia koniecznych wydatków...
Kiedy już ochłonąłem pojawił się na horyzoncie cień zwiastujący problemy - wczoraj wioząc córkę do szkoły zaliczyłem wystrzał koła - zmuszony do zakupu opony zacząłem lekko się garbić..... Przyjąłem jednak na klatę i tak było aż do dziś. Po pracy wybrałem się do znajomego złotnika żeby odebrać prezent dla żony bo rocznica ślubu już za tydzień. kasę wyjąłem z najgłębszych zakamarków śródziemia i była to absolutnie ostatnia kasa jaką miałem ponad plan na ten miesiąc. Niestety okrutny los miał dla mnie kolejne doświadczenie... Nie zdążyłem się zatrzymać.... niewielką prędkością wjechałem w doopę skody..... No i to już zbyt dużo jak na moje zgięte plecy..... Nie dość że składki się stracą to jeszcze trzeba będzie wyłożyć kasę na naprawę bo AC mam tylko od kradzieży...... Ile trzeba dołożyć jeszcze nie wiem - atrapa, lampa lub dwie ( bo mam malo typowe na 3 żarówki), cały pas za atrapą i zderzakiem ( czarne włókno do którego mocowane są lampy i atrapa) no i chyba coś ze zbiorniczkiem do spryskow nie tak bo płyn się wylał ( ale może tylko coś się rozpięło).
Czy uda się uratować zderzak nie wiem - na 100% trzeba malować pęknięcie jedno niewielkie więc może przeżyje... W sumie nie mam pretensji do nikogo i tak tylko piszę żeby sobie ulżyć... Boję się co będzie jutro - powinienem zostać w łóżku i mocno się oszczędzać ale nie mogę.
Kiedy już ochłonąłem pojawił się na horyzoncie cień zwiastujący problemy - wczoraj wioząc córkę do szkoły zaliczyłem wystrzał koła - zmuszony do zakupu opony zacząłem lekko się garbić..... Przyjąłem jednak na klatę i tak było aż do dziś. Po pracy wybrałem się do znajomego złotnika żeby odebrać prezent dla żony bo rocznica ślubu już za tydzień. kasę wyjąłem z najgłębszych zakamarków śródziemia i była to absolutnie ostatnia kasa jaką miałem ponad plan na ten miesiąc. Niestety okrutny los miał dla mnie kolejne doświadczenie... Nie zdążyłem się zatrzymać.... niewielką prędkością wjechałem w doopę skody..... No i to już zbyt dużo jak na moje zgięte plecy..... Nie dość że składki się stracą to jeszcze trzeba będzie wyłożyć kasę na naprawę bo AC mam tylko od kradzieży...... Ile trzeba dołożyć jeszcze nie wiem - atrapa, lampa lub dwie ( bo mam malo typowe na 3 żarówki), cały pas za atrapą i zderzakiem ( czarne włókno do którego mocowane są lampy i atrapa) no i chyba coś ze zbiorniczkiem do spryskow nie tak bo płyn się wylał ( ale może tylko coś się rozpięło).
Czy uda się uratować zderzak nie wiem - na 100% trzeba malować pęknięcie jedno niewielkie więc może przeżyje... W sumie nie mam pretensji do nikogo i tak tylko piszę żeby sobie ulżyć... Boję się co będzie jutro - powinienem zostać w łóżku i mocno się oszczędzać ale nie mogę.